Rodzicom cos sie porobiło z autem. Nie pali, a jak już to zrobi, to szarpie, przerywa, nie ma mocy.
Luźna dyskusja w której babcia rzuca: "a może to chrzczone paliwo?"
Starszy posłuchał, pomyślał, ale nic nie powiedział. Widać jednak, że coś mu nie pasowało i temat go "męczy". W końcu po drodze do przedszkola wypalił:
-Tata, a skąd babcia wzięła święcone paliwo i dlaczego ono nie działa?
Durne dwuznaczności dorosłych.......dziecko rozumuje w sposób prosty.
Tagi: dziecko, auto, świętość, paliwo
skomentuj (0)
Starczy młody to straszny amant jest, co chwila doastaje od Pań w przedszkolu zakaz całowania się ;)
Ostatnio jednak zaczął być też bawidamkiem w stylu pułkownika Rżewskiego. Pewnego razu mówi tak:
-Tata, a dzisiaj zjadłem w przedszkolu na podwieczorek jogurt i babana...
-Tak?
-I bekłem sobie, a dziewczyny się śmiały :)
No czyż nie ma w sobie uroku?
Tagi: dziecko, śmiech, bawidamek
skomentuj (0)
Mieliśmy ostatnio z żoną aktywny fizycznie czas. Po kilku dniach ostrego maratonu stwierdziła, że wszystko ją boli. Odpowiedziałem żartem, że co się dziwi skoro mamy tyle lat ile mamy i de facto jest "starą babą".
Na co starszy:
-Tata, czy potrzebujesz zmienić żonę na nową?
W sumie pomysł, żeby zaczekać aż żona będzie mieć 40 lat i rozmienić ją na dwie 20 przeszedł mi przez głowę, ale nigdy nie mówiłem o nim w tak jawny sposób ;)
Zeszły tydzień starszy spędził w dziadków, a co niech też wiedzą że mają wnuka ;) Dobrze zrobiło to wszystkim. Młody odpoczął od nas, my od niego, a dziadki ruszyli się z domu....na codzień jakoś nie ma motywacji. W tych swoich wędrówkach dotarli na plac zabaw, ale to nie byle jaki plac, tylko największy w mieście. Generalnie to miejsce pikników, wszelkiej maści imprez, spacerniak i duży punkt gastronomiczny w jednym umiejscowiony u podnóża gór i z lasem za płotem. Młody oczywiście używał mocno wszystkie atrakcje, dziadki usiedli pod parasolkami i z odległości pilnowali. Wiadomo, jako, ze "astronomia" byłamusiały być i lody. Babcia z Młodym skusili się na nie, dziadek uraczył się piwem.
-Dobre lody?
-Umm, tak.
-A kto u Was w domu pije piwo? (babcia się dociekliwa zrobiła ;) )
-Tata....i mama....jak nie jest w ciąży :D
Zabrzmiało to jakby była conajmniej raz w miesiącu, a tu skutek po prostu przyniosło wytłumaczenie co oznacza symbol przekreślonej ciężarnej kobiety na butelkach z alkoholem ;) Ale wykombinował to sobie nieźle.
Tak się jakoś porobiło, że teraz znajomi to same ciotki i wujki (zwłaszcza dla starszego). Jedziemy obwodnicą naszej wioski gdy nagle mówi:
-A tam to sie jedzie do tej cioci Basi (co jak co, ale miasto ma rozkminione jak taksoówkarz ;) )
-Tak, tam sie właśnie do niej jedzie....ale tak naprawdę to nie jest Twoja prawdziwa ciocia.
-Jak to? Jest prawdziwym człowiekiem i jest z ciała a nie plastiku i żyje?
-No tak.
-To jest prawdziwą ciocią a nie jakimś robotem...
Ciężko dyskutować z takimi argumentami ;)
Młodszy dość ostro gada cos po swojemu. Bardzo lubi jak się z nim coś powtarza. Jednym z ulubionych "zwrotów" jest Aapuuulll.
A było to tak. starszy leży już w łóżku, młodszego ubieramy do spania i zaczyna się rozmowa:
-Aapuuulll
-Aapuuulll
-Aapuuulll (coraz bardziej rozbawiony)
-Aapuuulll
Po kilku powtórkach pytam:
-A co to jest: "Aapuuulll"?
Na co starszy zaspanym głosem odzywa się z łóżka:
-Tato, no jak to co? Aapuuulll to jest Apple, jabłko po angielsku!
No to przetłumaczył ;)
Tagi: tłumaczenie, języki obce, dziecki
skomentuj (0)
Od jakiegoś czasu nie możemy jechać na zakupy wszyscy. No po prostu nie da rady, mniejszy nie usiedzi a większego też nosi. Robimy więc podział - żona jedzie na zakupy, ja zostaję z maluchami. Wczoraj była ładna pogoda, więc ruszyliśmy na spacer. Schodziliśmy trochę wertepów, trochę chodników i jakieś 500m od domu starszy sprawdzał się w chodzeniu po krawężniku....szło dobrze do momentu upadku....i w sumie zaraz po nim też. Doszliśmy do domu pomimo otartego kolana i cieknącej krwi. Żadnego marudzenia, żadnego płaczu, kompletnie ni, jak nie przymierzając John Rambo. Aż pod blokiem przy schylaniu po jakiś patyk czy inny kamień zauważył...zauważył i dopiero się zaczęło, nie mógł iść, pojawił się straszny ból.....jakoś dotarliśmy do domu. Tam był szybki wskok do wanny, umyliśmy ranę, popsikaliśmy dezynfekcją w spraju i już prawie było dobrze, gdy nagle pada pytanie (z przerażeniem brzmiącym gdzieś tam w tle):
-Tato....a jak ona jest złamana?
Ufff, całe szczęście nie była. Ale potem już dzialnie znosił ból.